sobota, 13 sierpnia 2011

Tent / Night shooting stars

Dzisiejsza noc była jak do tych czas najlepszą nocą w moim życiu spędzoną w namiocie, pomimo że jak wskazuje tytuł była to Noc Spadających Gwiazd, których kompletnie ja i ludzie w moim otoczeniu nie widzieli. Pewnie spowodowane było to pogodą. Niebo było zachmurzone i momentami padało. Mimo tak fatalnej pogody bawiliśmy się świetnie. Towarzystwo to podstawa, bawiliśmy się do białego rana z wieloma przygodami.


Voath.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Rainy afternoon spent at the pool


Wyjazd do USA coraz bardziej zaczyna być prawdopodobny. Mama siedzi i szuka ofert pracy, a tata ogląda na jednej ze stron domu do kupna w Miami. Coraz częściej pada hasło o wyprowadzeniu się z Polski. Trochę za szybko się to wszystko dzieje. Z dnia na dzień dowiedziałam się o planach moich rodziców, zresztą oni również jakoś specjalnie długo nie planowali tego. Momentami nie wiem co o tym myśleć i gubię się w tej całej sytuacji.

Tymczasem niestety pogoda nam nie sprzyja. Od dwóch dni na śląsku brakuje słońca, miejmy nadzieję, że się to wszystko zmieni.

Popołudnie spędziłam bardzo miło będąc na naszym Pawłowickim basenie. Praktycznie połowę czasu spędziłam w jacuzzi i na zjeżdżalniach z Jamesem. Warto czasem jest się oderwać od codzienności i wybrać się na basen.


Voath.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Mountains

Cisza, spokój, górskie powietrze i piękne widoki. Te wszystkie słowa opisują dzisiejszy dzień, który spędziłam bardzo miło. Po południu wybraliśmy się na Czantorię. Wjechaliśmy wyciągiem do góry, gdzie skorzystaliśmy z Toru Saneczkowego, Leśnego Parku i wielu innych atrakcji. Pochodziliśmy trochę, pooglądaliśmy piękne widoki i zjechaliśmy na dół gdzie udaliśmy się na jednoosobowy Zjazd Pontonem, nie skończyło się na jednym zjeździe, nie było takiej opcji pomimo, że nie było to zbyt wygodne.

Voath. 

sobota, 6 sierpnia 2011

Roundabouts

Dziś wszyscy razem całą rodziną wybraliśmy się do Wesołego Miasteczka. Trzeba było jakoś uczcić to, że mamy przy sobie Jamesa. Zaliczyłam chyba wszystkie możliwe karuzele z tych najstraszniejszych włącznie z Rolecasterem. Szczerze mówiąc chyba przesadziłam, bo jakoś strasznie źle się czuję. Najważniejsze jest to, że wszyscy zażyliśmy dawkę pozytywnej energii, wyszaleliśmy się i jesteśmy jak najbardziej zadowoleni, pomimo że dwie karuzele na które najbardziej chciałam iść były zamknięte z powodu awarii.


Voath.

Moving to America / USA

Zawsze od dziecka marzyłam, aby zamieszkać w USA, pójść na prawdziwą prywatkę, poczuć tego klimatu, uczęszczać do Amerykańskiej szkoły z prawdziwego zdarzenia. W pewnym stopniu teraz nie wiem co o tym sądzić. Moi rodzice chcą zamieszkać w Ameryce, sprzedać tutaj dom i wybudować mały domek w jednym z Amerykańskich Stanów, zapisać mnie tam do szkoły wraz z moją siostrą i wieść spokojne życie za granicą Polski. Nie wiem czy to wszystko dojdzie do skutku, na razie to tylko jest takie mówienie, ale gdy stoję koło moich rodziców i słyszę te słowa : ` TO BY NIE BYŁO ZŁE ` to trochę przykro mi się robi. Tutaj mam swoich przyjaciół, chłopaka, szkołę i wszystko to co zdobyłam przez dziesięć lat mieszkając w mojej wsi. Mam dwa wyjścia. Jedno z nich to takie, że zostaję w Polsce i przeprowadzam się do własnego mieszkania w Tychach, które obecnie wynajmuje młode małżeństwo. Mieszkając tam będę pod opieką babci, która mieszkała by niedaleko, przyjeżdżała bym do niej na obiady i uczęszczała tam do miejskiej szkoły. Drugie z nich to wyjazd do Stanów Zjednoczonych, zamieszkanie tam z rodzicami i siostrą, zapoznanie nowych ludzi, nowa Amerykańska szkoła, całkiem inne życie. Teraz nie wiem co wybrać. Szczerze mówiąc zawsze chciałam tam zamieszkać, a teraz gdy jestem w takiej sytuacji nie wiem co o tym wszystkim myśleć.


Voath.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Arrival of the next

W końcu nadszedł ten dzień, który wyczekiwałam już od tak dawna. Właśnie dziś przyjeżdża moja rodzina z Londynu mieszkająca niedaleko Purley i Croydonu. Najbardziej cieszę się chyba z tego, że znów zobaczę mojego dziesięcioletniego kuzyna - mulatka. Mam nadzieję, że miło spędzimy ten tydzień ze sobą, zrobimy jakąś małą sesję i wybierzemy się w parę ciekawych miejsc jak zawsze. Szkoda tylko, że nie ma całej rodziny w komplecie.


Voath.

Walk alone

Wczorajszy dzień spędziłam bardzo miło. Pierwszy raz od dawna wzięłam mój cały sprzęt, i wybrałam się nad stawy. Wcześniej pogoda jakoś nas nie rozpieszczała, nie było możliwości pójść w jakiekolwiek miejsce, pobyć sam na sam, przemyśleć parę spraw a co najważniejsze robić to co lubię, czyli sfotografować to co znajduje się w naszym otoczeniu. Czasem samotny spacer jest bardzo dobry na przemyślenie paru spraw. W takich chwilach liczy się tylko widok, ja i mój obiektyw. Wieczorem wybrałam się wraz z kuzynkami na ognisko organizowane na ich działce na Cisówce. Cisza, spokój, piękne widoki. Jedynym minusem było to, że grabiąc trawę musiałam najechać na osę i niestety użądliła mnie w udo. W tym momencie moja noga nie wygląda jak noga, a jak jakiś kulok. Po powrocie poszłam spać do Żanety wraz z Olą. Czasami mamy swoje takie babskie wieczorki, wtedy wygłupiamy się, oglądamy filmy, rozmawiam i robimy wiele innych przyjemnych rzeczy.
Wczoraj po raz pierwszy w końcu spróbowałam słynnego soku Frugo, którym tak wszyscy się zachwycają. Warto go kupić i spróbować. Jest naprawdę smaczny i orzeźwiający.

Zdjęcia, które udało mi się dzisiaj zrobić :
Przy okazji na jednym zdjęciu z sokiem Frugo możecie zobaczyć moje paznokcie, które sama sobie zrobiłam. Teraz mam inny kolor. Z pomarańczowego przeszłam na malinową czerwień, sami zobaczcie.








Coś na orzeźwienie :